695 słów, 4 minuty czasu czytania
Gdy patrzymy na tempo rozwoju cywilizacji – smartfony, AI, loty w kosmos, praca siedząca, życie w miastach – łatwo zapomnieć o jednym: nasze ciało i mózg wciąż działają według oprogramowania sprzed tysięcy lat.
Ewolucja biologiczna to proces powolny, nieśpieszny. Tymczasem rozwój technologiczny i kulturowy wystrzelił jak rakieta. Efekt? Żyjemy w epoce cyfrowej z mózgiem zaprojektowanym na epokę łowiecko–zbieracką.
Dlaczego mózg nadal działa „neolitycznie”?
Wyobraź sobie życie sprzed 10–12 tysięcy lat.
Codzienność to ciągłe czuwanie, obserwacja otoczenia, kontakt z naturą, dużo ruchu, proste pożywienie, bez nadmiaru bodźców.
W takich warunkach wykształciły się mechanizmy, które miały jedno zadanie: utrzymać nas przy życiu.
Nie być szczęśliwymi. Nie być „spełnionymi”. Być bezpiecznymi.
I tu pojawia się problem – bo dziś zagrożenia są inne, ale reakcje wciąż te same.
Mechanizm „walcz albo uciekaj” („fight or flight”) powstał dla sytuacji ekstremalnych: spotkanie z drapieżnikiem, walka o życie, nagłe zagrożenie w środowisku naturalnym.
Dziś uruchamia się w odpowiedzi na wiadomość od szefa, korki na drogach, powiadomienia na telefonie, myśl o tym, że muszę coś zrobić, scrollowanie social media, a nawet… ciszę, bo mózg zaczyna „produkować” zagrożenia w wyobraźni.
Ciało nie odróżnia lwa od maila z pretensjami.
Dostaje tylko sygnał: jest niebezpiecznie → napinaj mięśnie → podnieś tętno → zablokuj trawienie → wyrzuć kortyzol.
Czy to jest dla nas adaptacyjne w XXI wieku?
Najczęściej – nie.
To dlatego tak wiele osób żyje z chronicznym napięciem, zaburzeniami snu, problemami hormonalnymi i dolegliwościami trawiennymi. Organizmy funkcjonują tak, jakby każdego dnia miały walczyć o życie.

Mózg zaprojektowany na niedobór w świecie nadmiaru
Kiedyś było proste: jedzenie zdobywało się z wysiłkiem, słodkie oznaczało „bezpieczne” i „daje energię”, tłuste oznaczało „przetrwasz dłużej bez jedzenia”.
Dziś słodycze i tłuszcze są wszędzie.
A mózg nadal mówi: zjedz, bo nie wiadomo, kiedy będzie następny posiłek.
Nie jesteśmy biologicznie przygotowani na wysoko przetworzoną dietę, jedzenie 24/7, brak sezonowości, brak wysiłku fizycznego.
Trzustka, wątroba, jelita – wszystkie pracują na „oprogramowaniu”, które zakłada zupełnie inny styl życia niż ten, który mamy.
Ciało stworzone do ruchu uwięzione w siedzeniu
Przez 99% istnienia człowieka na Ziemi podstawą było chodzenie, dźwiganie, polowanie, praca fizyczna, ciągłe zmiany pozycji.
A dziś?
8–10 godzin siedzenia, 1 godzina na siłowni (często traktowana jak kara), brak spontanicznego ruchu, niewiele kontaktu z naturalną temperaturą, światłem, wiatrem.
Nic dziwnego, że ciało zaczyna się buntować: bóle kręgosłupa, sztywność, problemy z krążeniem, przeciążenia, a do tego spadek sił witalnych.
To reakcja ciała, które po prostu nie nadąża za tempem cywilizacji.
Układ nerwowy, który nie umie żyć w hałasie, świetle i powiadomieniach
Dla naszych przodków nadmiar bodźców oznaczał zagrożenie.
A my jesteśmy bombardowani głośnymi dźwiękami, światłem niebieskim, ciągłymi informacjami, multitaskingiem, presją produktywności, kontaktami społecznymi bez przerwy.
To, co kiedyś pojawiało się raz na jakiś czas, dziś mamy non stop.
Układ nerwowy się nie regeneruje, więc w końcu przechodzi w tryb przeciążenia i wyłącza to, co nie jest „niezbędne”: kreatywność, libido, zdolność odczuwania przyjemności, głębokie emocje.

Dlaczego ciało nie ewoluuje tak szybko jak cywilizacja?
Bo ewolucja działa w tempie pokoleń, a nie dekad.
Zmiany środowiskowe są zbyt szybkie, by geny mogły się do nich dostosować.
Nasz styl życia zmienił się diametralnie w kilkadziesiąt lat.
Biologia potrzebuje tysięcy.
To tak, jakby próbować odpalić nowoczesną aplikację na komputerze z lat 90. System nie ogarnie, będzie się zacinał, przegrzewał, zawieszał. Tak właśnie wygląda ludzkie ciało w świecie współczesnym.
Co możemy zrobić, skoro nie zmienimy naszego oprogramowania?
Cóż, postępu cywilizacyjnego nie cofniemy, a genów nie podmienimy. Ale możemy dostosować styl życia i w ten sposób probować przywrócić to, co dla organizmu naturalne.
Co robić w takiej sytuacji?
Kilka propozycji które działają dla większości osób:
- regularny ruch, szczególnie ten „zwyczajny”: chodzenie, rozciąganie, naturalne zmiany pozycji,
- większa ekspozycja na naturalne światło,
- obniżanie ilości bodźców (higiena cyfrowa!),
- rytm dobowy, który współgra z naturalnymi biorytmami – zarówno chodzi tu o cykl okołodobowy (pory posiłków, pory snu) jak i zmiany pór roku (zwłaszcza jeżeli chodzi o sezonowe odżywianie się),
- jedzenie bliższe temu, co znała ewolucja,
- praktyki regulujące układ nerwowy: masaż, uważny dotyk, techniki oddechowe, praca z ciałem.
Żyjemy w hybrydzie dwóch światów: zewnętrzny jest XXI-wieczny, a wewnętrzny… nadal neolityczny. Nasze ciało nie jest „wadliwe” ani „leniwe”. Ono po prostu pracuje według kodu, który został napisany, zanim powstały miasta, biura i smartfony. A naszym zadaniem jest nauczyć się ten kod czytać i wspierać – zamiast walczyć z własną biologią.

Aleee fantastyczny tekst 🙏🙏🙏
Dzięki! w kontekście szukania przyczyny chorób trzeba pamiętać, że nie ma jednej, że problemy ze zdrowiem to wypadkowa wielu niesprzyjających okoliczności, w tym również szeroko rozumiany kontekst społeczno-kulturowy oraz biologia w konteście ewolucyjnym…
Święta prawda, Ewo🌟
Dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane i wielowarstwowe 😄