610 słów, 3 minuty czasu czytania.
Choć mamy dostęp do najlepszej w historii medycyny, technologii i wiedzy psychologicznej, aplikacje do monitorowania wszystkiego i więcej wiedzy o zdrowiu niż kiedykolwiek, wiele kobiet wciąż żyje pod presją przekonań, które bardziej należą do epoki naszych babek niż do współczesnego świata. Niestety, ciało reaguje na to, czego od siebie wymagamy, i na to, co kultura uznaje za „normalne”. Niektóre z tych „norm” wyglądają jak niewinne zdania powtarzane z pokolenia na pokolenie, a w rzeczywistości potrafią nam skutecznie niszczyć zdrowie, odporność i równowagę układu nerwowego i hormonalnego.
Oto pięć mitów, które szczególnie mocno odbijają się na zdrowiu kobiet. Są z gatunku tych „oczywistych oczywistości”, więc być może uśmiechniesz się i powiesz, że Ciebie to nie dotyczy, że to już dawno masz przerobione. Czy aby na pewno? 😉 Zazwyczaj to są przekonania, które tkwią w nas tak głęboko, że tylko wydaje nam się, że już to mamy za sobą; na tym właśnie polega ich destrukcyjna moc…

1. „Powinnam ogarniać wszystko sama”
Kulturowo jesteśmy uczone, że kobieta radzi sobie ze wszystkim — bez marudzenia, bez proszenia o pomoc, bez odpoczynku. To brzmi dumnie, brzmi nowocześnie, brzmi jak empowerment.
Tymczasem biologia jest zupełnie inna.
Układ nerwowy człowieka został stworzony do współregulacji — do bycia wśród ludzi, którzy nas wspierają. Ciało potrzebuje kontaktu, wsparcia, czasem pomocy i czasem „czy możesz mnie przytulić?”.
Brzmi prosto — a jednak jest jednym z najtrudniejszych mitów do odpuszczenia.
2. „Zmęczenie to słabość”
W kulturze wysokiej produktywności zmęczenie bywa odbierane jako brak ambicji. Ciało mówi: potrzebuję przerwy, ale głowa odpowiada: muszę cisnąć dalej. Więc ignorujemy zmęczenie. „Wezmę magnez”, „prześpię się w weekend”, „teraz nie mam czasu”.
Dla ciała zmęczenie to sygnał, że trzeba przełączyć się na tryb awaryjny. W praktyce oznacza to upośledzenie trawienia, zaburzenia snu, rozchwianie hormonów, rozregulowanie cyklu menstruacyjnego, problemy z pamięcią i koncentracją, mgłę mózgową, osłabienie odporności, wahania nastroju, itd.
Odpoczynek nie jest luksusem. Jest biologicznym obowiązkiem.

3. „Dieta musi być idealna, żeby być zdrową”
Ten mit szczególnie mocno dotyka kobiety próbujące zadbać o zdrowie hormonalne. Wiele z nich wpada w pułapkę przesadnej kontroli: liczenia każdego składnika, analizowania każdej etykiety, wprowadzania kolejnych restrykcji. Każde odstępstwo kończy się wyrzutami sumienia.
A organizm działa zupełnie inaczej.
Perfekcjonizm żywieniowy powoduje presję i w konsekwencji więcej stresu niż jakikolwiek „nieidealny” posiłek. Stres z kolei wpływa niekorzystnie na trawienie, i koło się zamyka.
Wg ajurwedy jeśli jesz w stresie, najzdrowsze danie traci swoje terapeutyczne właściwości.
Spokojny, regularny rytm posiłków ma często większą moc terapeutyczną niż najbardziej „idealna” dieta.
Dieta, która Cię stresuje, nie jest zdrowa. Kropka.
4. „Silna kobieta nie okazuje emocji”
Emocje i tak znajdą ujście — tylko niekoniecznie tam, gdzie byś chciała.
W napięciu karku, w bólu brzucha, w zaburzonym cyklu, w problemach z tarczycą, w napięciowych migrenach. Bo ciało nie zna pojęcia „tłumić emocje” — ono je po prostu przechowuje.
Okazywanie emocji nie jest brakiem siły. Jest formą dbania o zdrowie – również fizyczne.
Prawdziwa siła to nie granie superbohaterki. To świadomość swoich granic.
5. „Moja wartość zależy od wyglądu i produktywności”
Zasada, że trzeba wyglądać „dobrze”, zachowywać się „poprawnie”, osiągać „więcej”, a najlepiej robić to wszystko jednocześnie — i jeszcze się uśmiechać.
Ten mit wpływa na zdrowie bardziej, niż większość kobiet zdaje sobie sprawę. Prowadzi do ciągłej samooceny, porównywania się, perfekcjonizmu, kompulsywnych diet, zbyt intensywnych treningów, zaniedbywania odpoczynku i ignorowania sygnałów ciała.
Gdy ciało żyje w permanentnym poczuciu „nie jestem wystarczająca”, układ nerwowy nie ma jak wrócić do stanu regeneracji. To obniża odporność, zaburza cykl, spada libido, pogarsza trawienie i zwiększa podatność na stany zapalne. A Ty myślisz, że „coś jest ze mną nie tak”, zamiast zobaczyć, że problemem jest presja, pod którą żyjesz.
Pierwszym krokiem do zdrowia jest moment, w którym zaczynasz zadawać sobie pytania: czy to mi służy? czy moje ciało naprawdę tego potrzebuje?

Nie mogłam znaleźć tamtego tematu więc napiszę tutaj. Rozmawiałam z dr Jilbagiem i potwierdził to, że nie zaleciłby nasya w Polsce gdy jest mokro i zimno. Podał 3 nazwy Ayurveda scriptures ale, ze się nie znam, to nie zapamiętałam. Ale spytałam się jeszcze dr Chitry i powiedziała, że ta informacja o nasyi jest w Ashtandze.
ok, dzięki, czyli jak rozumiem varsha ṛitu jest interpretowane konkretnie w naszym polskim klimacie jako deszczowy dzień