Kiedy myślimy o niedoczynności tarczycy, zwykle przychodzą nam do głowy zmęczenie, senność, marznięcie, problemy z wagą, sucha skóra czy zaparcia. Znacznie rzadziej łączymy z tarczycą ból kolan, sztywne palce, obolałe barki, napięte mięśnie albo wrażenie, że rano ciało potrzebuje dużo czasu, żeby „ się rozruszać”.

A jednak tarczyca i układ ruchu są ze sobą powiązane.

Hormony tarczycy wpływają nie tylko na tempo przemiany materii. Oddziałują także na mięśnie, kości, chrząstkę, ścięgna i metabolizm kolagenu. Dlatego niedoczynność tarczycy może objawiać się bólem i sztywnością mięśni, skurczami, bólem i obrzękiem stawów czy zespołem cieśni nadgarstka (sic!). Dolegliwości mięśniowo-szkieletowe mogą pojawiać się u znacznej części osób z niedoczynnością, a czasem nawet wyprzedzać jej bardziej charakterystyczne objawy.

Z punktu widzenia ajurwedy robi się jeszcze ciekawiej. Bo zamiast pytać „Który staw boli?” dociekamy: „Jaki jest ten ból? Co jeszcze dzieje się w ciele? Czy dominuje zastój i obrzęk, czy raczej suchość i sztywność? Czy ciało jest ciężkie i wychłodzone, czy osłabione i niedożywione?”

.

Jak niedoczynność tarczycy wpływa na stawy?

Niedobór hormonów tarczycy spowalnia wiele procesów metabolicznych. Może powodować bóle i osłabienie mięśni, sztywność, skurcze oraz pogorszenie tolerancji wysiłku. W stawach może pojawić się ból, ograniczenie ruchomości i obrzęk. Szczególnie często wymieniane są kolana, stawy skokowe i nadgarstki.

Dochodzi także do zmian w tkance łącznej. W niedoczynności może zwiększać się odkładanie substancji wiążących wodę w tkankach, co sprzyja obrzękom, wysiękom w stawach czy uciskowi na nerwy. Jednym z przykładów jest częstsze występowanie zespołu cieśni nadgarstka.

To ważne, bo człowiek może przez długi czas szukać przyczyny bólu wyłącznie w kolanie, biodrze czy kręgosłupie, podczas gdy część problemu ma charakter ogólnoustrojowy.

W prawidłowo leczonej niedoczynności wiele takich dolegliwości ustępuje lub wyraźnie się zmniejsza. Jeśli jednak hormony tarczycy są wyrównane, a ból i obrzęki pozostają, warto szukać również innych przyczyn.

A jeśli przyczyną niedoczynności jest Hashimoto?

Tutaj trzeba dodać jeszcze jeden element.

Hashimoto jest chorobą autoimmunologiczną. Sama obecność Hashimoto nie oznacza oczywiście, że ból stawów jest chorobą reumatyczną. Osoby z jedną chorobą autoimmunologiczną mogą jednak częściej chorować również na inne, dlatego uporczywego bólu, obrzęku czy długotrwałej sztywności stawów nie warto automatycznie przypisywać tarczycy.

Szczególnej uwagi wymagają stawy wyraźnie obrzęknięte, ciepłe, bolesne, symetryczne dolegliwości małych stawów dłoni i stóp czy długa poranna sztywność.

To już sytuacja, w której potrzebna jest konkretna diagnostyka, a nie kolejny olejek czy suplement.

Jak na ten problem patrzy ajurweda?

Najpierw ważne zastrzeżenie.

W klasycznych tekstach ajurwedyjskich nie znajdziemy „niedoczynności tarczycy” jako jednej konkretnej jednostki chorobowej odpowiadającej współczesnemu rozpoznaniu.

Dlatego próba prostego przypisania jej jednej doszy jest moim zdaniem mało użyteczna.

Znacznie ciekawsze jest przyjrzenie się temu, co faktycznie dzieje się w organizmie konkretnej osoby.

W niedoczynności bardzo często obserwujemy jakości, które ajurweda opisuje jako:

  • spowolnienie,
  • zimno,
  • ciężkość,
  • zastój,
  • tendencję do obrzęków,
  • osłabienie trawienia i przemiany materii,
  • a czasami równocześnie suchość, sztywność i gorsze odżywienie tkanek.

I właśnie połączenie tych elementów może pomóc zrozumieć, dlaczego u dwóch kobiet z podobnym wynikiem TSH stawy mogą zachowywać się zupełnie inaczej.

Jednym z najważniejszych pojęć ajurwedyjskich jest agni – zdolność organizmu do trawienia, przetwarzania i wykorzystywania tego, co otrzymuje.

Nie chodzi wyłącznie o trawienie obiadu.

To szersza koncepcja przemiany: jedzenie ma zostać rozłożone, składniki wykorzystane, tkanki prawidłowo odżywione, a zbędne produkty usunięte.

Kiedy cały organizm działa wolniej, pojawia się coś, co z perspektywy ajurwedy można opisać jako osłabioną zdolność do przemiany.

Czujesz wtedy nie tylko, że wolniej trawisz, ale że całe Twoje ciało pracuje na wolniejszych obrotach.

Jest ciężej. Zimniej. Trudniej się rozruszać. Łatwiej zatrzymać wodę. Regeneracja trwa dłużej. Mięśnie szybciej się męczą.

To bardzo ciekawy punkt styku pomiędzy obrazem niedoczynności znanym medycynie a językiem, którym od tysięcy lat posługuje się ajurweda.

Nie oznacza to oczywiście, że „słabe agni powoduje niedoczynność tarczycy”. To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie.

Ajurweda pozwala natomiast spojrzeć szerzej – na wzorzec objawów, który towarzyszy chorobie.

Drugim ważnym pojęciem w omawianym kontekście jest ama.

Czasami tłumaczy się je po prostu jako „toksyny”, ale bardzo nie lubię to określenie, bo sugeruje coś, czego współczesna nauka w ten sposób nie definiuje.

Lepiej myśleć o ama jako o ajurwedyjskiej koncepcji niepełnego przetworzenia – zarówno tego, co przyjmujemy, jak i tego, co powstaje w wyniku procesów metabolicznych.

W klasycznym obrazie ama pojawia się między innymi ciężkość, ospałość, obłożony język, gorszy apetyt, uczucie „zamulenia”, zastój oraz sztywność oraz dolegliwości ze strony stawów.

W literaturze ajurwedyjskiej opisującej choroby stawów istnieje nawet osobny model choroby, w którym osłabione agni i ama odgrywają kluczową rolę w powstawaniu bolesnych, obrzękniętych i sztywnych stawów. Jest to tzw. ama vata. Nie jest to jednak pojęcie, które można po prostu utożsamić z reumatoidalnym zapaleniem stawów czy zmianami wywołanymi niedoczynnością. To odrębny ajurwedyjski sposób opisu choroby.

Ajurweda zwraca też uwagę na jakość objawu.

To podejście bardzo lubię, ponieważ zamiast wrzucać wszystkie bóle stawów do jednego worka, każe naprawdę przyjrzeć się ciału.

Wyobraź sobie dwa kolana.

Pierwsze jest ciężkie, lekko opuchnięte, chłodne, sztywne. Czujesz ogólne zmęczenie, zatrzymujesz wodę, masz uczucie ciężkości po posiłkach i trudno Ci się rano rozruszać.

Drugie nie jest obrzęknięte. Jest raczej suche, trzeszczy, ciągnie, boli przy ruchu, jest sztywne po bezruchu, a ciepło zdecydowanie poprawia komfort.

W obu przypadkach możesz powiedzieć: „boli mnie kolano”.

Ale z perspektywy ajurwedy to nie jest ten sam problem.

Jeżeli dominuje ciężkość, zastój i obrzęk powodujący sztywność, dokładanie organizmowi kolejnych ciężkich, tłustych i bardzo odżywczych terapii nie zawsze będzie najlepszym pierwszym krokiem.

Najpierw warto zastanowić się nad tym, co wspiera przemianę.

Może to oznaczać prostsze, ciepłe posiłki, regularność jedzenia, ograniczenie ciągłego podjadania, odpowiednią ilość ruchu czy zmniejszenie ilości potraw, po których wyraźnie wzrasta senność i ciężkość i które generalnie są ciężkostrawne. Przecież nie chcemy dokładać ciału ciężkości, skoro sporo już jej ma.

W terapii ajurwedyjskiej można w takiej sytuacji sięgać po techniki rozgrzewające i pobudzające krążenie, ale sposób ich zastosowania powinien zależeć od stanu tkanek i samego stawu. Obrzękniętego, ciepłego stawu z ostrym bólem nie należy po prostu intensywnie rozgrzewać i masować. Najpierw trzeba wiedzieć, skąd bierze się stan zapalny.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy dominuje suchość, uczucie „zatarcia”, napięcie tkanek i w konsekwencji sztywność, a ciepło przynosi ulgę.

W klasycznej ajurwedzie właśnie takie objawy należą do obrazu zaburzeń określanych jako sandhigata vata – dotyczących między innymi bólu, sztywności i ograniczenia ruchomości stawu. Współczesne publikacje ajurwedyjskie często porównują ten obraz do choroby zwyrodnieniowej, choć nie należy traktować tych nazw jako idealnych odpowiedników.

W takim przypadku szczególne znaczenie może mieć ciepło, olejowanie, delikatna praca manualna, utrzymanie ruchomości i odżywianie tkanek.

I tutaj pojawia się jedna z najbardziej charakterystycznych terapii ajurwedyjskich. Chodzi o abhyanga, czyli masaż z użyciem ciepłego oleju, jest bardzo logiczną terapią wtedy, gdy ciało jest napięte, suche, wychłodzone.

Można również stosować inne zabiegi, np. miejscowe ciepłe kompresy, upanaha, odpowiednio dobrane formy swedany czy terapię ciepłymi stemplami. Więcej o terapiach ajurwedyjskich przeczytasz w mojej książce.

Jednak wybór rodzaju terapii jest podyktowany tym, co w ajurwedzie uważam za szczególnie wartościowe: terapię dobiera się do jakości, którą pokazuje ciało. Nie dlatego, że „na stawy dobry jest olej”. Tylko dlatego, że konkretny człowiek ma konkretny rodzaj sztywności, bólu, napięcia, zimna, obrzęku czy osłabienia.

Bo może się okazać, że olej nie będzie najlepszym wyborem – być może skuteczniejsze będzie suche ciepło.

Ruch jest potrzebny – ale jego dawka też ma znaczenie

Przy niedoczynności łatwo wpaść w jedną z dwóch skrajności.

Pierwsza: „boli mnie, więc lepiej się nie ruszać”.

Druga: „muszę się zmusić i zrobić trening mimo wszystko”.

Żadna nie musi być dobra.

Stawy potrzebują ruchu. Mięśnie również potrzebują bodźca, szczególnie że niedoczynność może wiązać się z osłabieniem mięśni i gorszą tolerancją wysiłku.

Ale ruch powinien być dostosowany do aktualnej zdolności organizmu do regeneracji.

Jeżeli po treningu nie czujesz przyjemnego zmęczenia, lecz przez dwa dni jesteś kompletnie „rozbita”, marzniesz, pogarsza się sen, stawy zaczynają boleć, a organizm nie nadąża z regeneracją – to też jest informacja.

Ajurweda uczy nie tylko pytać „Ile ruchu jest zdrowe?” ale przede wszystkim „Ile ruchu jest zdrowe dla mojego ciała dzisiaj?”

Zanim zaczniesz „leczyć stawy”, popatrz szerzej

Jeśli masz niedoczynność tarczycy i zaczynają boleć Cię stawy, warto przyjrzeć się kilku rzeczom jednocześnie.

Czy hormony tarczycy są obecnie prawidłowo wyrównane?

Czy oprócz bólu występuje obrzęk?

Czy staw jest ciepły?

Czy ból dotyczy jednego miejsca, czy wielu stawów?

Jak długo trwa poranna sztywność?

Czy dolegliwości zmniejszają się po rozruszaniu?

Czy ciepło pomaga?

Czy razem z bólem pojawiło się wyraźne osłabienie mięśni?

Czy występuje drętwienie lub mrowienie dłoni?

Czy jednocześnie masz nasilone marznięcie, zaparcia, suchość skóry, obrzęki, senność albo wyraźne pogorszenie tolerancji wysiłku?

Dopiero połączenie tych kropek daje pełniejszy obraz.

Medycyna współczesna mówi nam, że hormony tarczycy mają realny wpływ na mięśnie, kości, tkankę łączną i stawy. Wyrównanie niedoczynności jest podstawą leczenia, a uporczywe lub nietypowe objawy wymagają diagnostyki.

Ajurweda dokłada do tego inne pytania.

Czy w ciele dominuje suchość czy obrzęk?

Zimno czy gorąco?

Ciężkość czy osłabienie?

Zastój czy niedostateczne odżywienie?

Co dzieje się z trawieniem?

Jak reagujesz na ruch?

Jak na ciepło?

Jak na olej?

Jak szybko się regenerujesz?

I zamiast zajmować się wyłącznie bolącym kolanem, zaczynamy patrzeć na człowieka, do którego to kolano należy.

Bo czasami ból stawu rzeczywiście zaczyna się w stawie.

A czasami jest jednym z wielu sygnałów mówiących, że coś zmieniło się w funkcjonowaniu całego organizmu.