fbpx
+48 697 915 057

Czym są owe tajemniczo brzmiące ksenoestrogeny i jaki wpływ mają na Twój układ hormonalny?

Ksenoestrogeny to związki chemiczne, które działają podobnie jak nasz ludzki estrogen. Są dość w naszym otoczeniu powszechne – znajdują się między innymi w kosmetykach, plastikach do przechowywania żywności, farbach, lakierach, pestycydach nagminnie stosowanych w rolnictwie – a zatem przenikają do gleby, wody i żywności.

Jak działają ksenoestrogeny?

Ksenoestrogeny to związki/substancje chemiczne, które składem lub działaniem przypominają kobiecy hormon płciowy – estrogen.

Mogą wchodzić w miejsce estrogenów dwojako: albo blokować w komórkach receptory estrogenowe uniemożliwiając czy hamując jakąś akcję/reakcję organizmu, albo aktywować te receptory, aktywując/wymuszając tym samym określoną reakcję organizmu.

Mogą mieć również wpływ na samą produkcję hormonów płciowych lub ich metabolizowanie (usuwanie zbędnego estrogenu do jelit i stamtąd na zewnątrz).

Do ksenoestrogenów zaliczamy:

  • tabletki antykoncepcyjne – zawierające syntetyczny estrogen
  • fitoestrogeny – związki chemiczne pochodzenia roślinnego, o których już kilkakrotnie wspominałam. Szczególnie obfite w fitoestrogeny są soja, len, shatavari, lukrecja, chmiel, koniczyna czerwona
  • ksenoestrogeny syntetyczne, np. pestycydy używane powszechnie w rolnictwie, składniki tworzyw sztucznych (zwłaszcza bisfenol A, który znajdziemy w plastikowych pojemnikach do przechowywania żywności). Są one również w detergentach, materiałach kompozytowych wykorzystywanych w stomatologii, farbach, lakierach i… w kosmetykach, o czym za chwilę
  • metaloestrogeny – metale takie jak kadm, miedź, kobalt, nikiel, ołów, rtęć, cyna, chrom, arsen,  glin. Pod kątem działania estrogennego najlepiej zbadanym spośród tych metali jest kadm. Uwalniany jest on do środowiska naturalnego ze źródeł przemysłowych (górnictwo, hutnictwo, galwanizacja), wykorzystuje się go do produkcji baterii, barwników, tworzyw sztucznych. Spore ilości kadmu znajdują się w… dymie tytoniowym.
Dymek szkodzi hormonom kobiecym…

Zważ, że pośród metaloestrogenów wymieniona jest miedź.

Dlatego pod znakiem zapytania pozostawiam używanie naczyń miedzianych do picia, ostatnio tak modne i lansowane jako ajurwedyjskie. Podchodziłabym do takich praktyk z dużą ostrożnością, i najpierw upewniłabym się, że rzeczywiście jest to dla mnie wskazane i bezpieczne. A wiesz, szczerze mówiąc od osób, u których uczyłam się Ajurwedy, nie słyszałam ani razu o takich praktykach picia z naczyń miedzianych 😉

Ksenoestrogeny w kosmetykach

Zapewne wiesz, że skóra to narząd o wysokim stopniu przenikalności – to co na nią nałożymy, przeniknie wgłąb organizmu, trafi do naczyń włosowatych, a stamtąd do krwioobiegu i rozejdzie się po całym ciele. Warto, aby to były substancje, które nie będą działały na naszą niekorzyść. Niestety, część składników kosmetyków drogeryjnych nie tylko jest ogólnie toksyczna, ale może wprost wpływać na nasze kobiece hormony.

Spośród wszystkich składników kosmetyków szczególnie intensywne działanie estrogenowe mają parabeny. Używane są jako środki konserwujące, na szczęście coraz rzadziej, bo producenci kosmetyków zorientowali się w czym rzecz.

Równie niekorzystne pod tym względem są filtry UV. I nie łudź się, że pozostają one na skórze. Niestety, badania naukowe wyraźnie wskazują, że wchłaniają się przez skórę i krążą po organizmie, udając estrogen.

No i są jeszcze ftalany, stosowane np. w tuszach do rzęs, pomadkach, lakierach do paznokci, produktach do stylizacji włosów, perfumach. Na szczęście, podobnie jak parabeny, używane coraz rzadziej.

Na tapetę warto również wziąć antyperspiranty i stosowane w nich związki glinu, które mają za zadanie blokować ujście gruczołów potowych, uniemożliwiając wydostanie się potu na powierzchnię skóry. Glin, jak wspomniałam wyżej, nie pozostaje obojętny dla receptorów estrogenowych.

Aaaa i jeszcze triclosan – składnik np. antyperspirantów i antybakteryjnych żeli do mycia…

Przemysł kosmetyczny twierdzi, że wszystko w kosmetykach jest w stężeniach dopuszczalnych, bezpiecznych. Ale… ile kosmetyków dziennie używasz? Mam tu na myśli nie tylko pielęgnacyjne, ale również te do makijażu. Nikt nie informuje, ile maksymalnie możesz nałożyć danego kosmetyku na skórę, aby było bezpiecznie dla Twojego układu hormonalnego. A przecież również eksponujesz swoją skórę i swój organizm na inne źródła ksenoestrogenów.

Weź też pod uwagę to, że to co nałożysz na skórę dostaje się do krwioobiegu bezpośrednio, z pominięciem wątroby, która mogłaby oszacować, czy to jest toksyna i jakoś to rozbroić.

Szczególnie powinnaś na to wszystko zwrócić uwagę, gdy masz problem z tzw. dominacją estrogenową – nadmiar estrogenu lub niewłaściwą proporcję estrogenu (zwłaszcza estradiolu) do progesteronu. Pisałam o tym więcej w tekście o shatavari

%d bloggers like this: