czyli o tym, kiedy przyjmowanie ziół jest niebezpieczne…
Zioła od tysięcy lat są częścią naturalnej medycyny na całym świecie. Ajurweda, Tradycyjna Medycyna Chińska, a także zachodnie ziołolecznictwo opierają się na ich potencjale leczniczym. Zioła mogą wspierać organizm w bardzo wielu obszarach i na wiele sposobów. Jednak, podobnie jak leki, nie są one całkowicie pozbawione ryzyka.
Pisząc ten tekst mam mieszane uczucia… Z jednej strony cieszę się, że ajurweda zyskuje na popularności. A z drugiej – martwi mnie, że niestety jest to pop – ajurweda. Czyli taka jej wersja, która jest dość wybiórcza – zawiera wygodne dla nas treści. A w naszej zachodniej cywilizacji ceni się to, co daje szybki efekt.
Stąd na popularności zyskały zioła ajurwedyjskie, np. ashwaganda, którą można ot tak kupić np. w Rossmanie.
Tymczasem ajurweda jest przede wszystkim medycyną lajfstajlową – medycyną stylu życia. No, ale przecież łatwiej wziąć pigułę ziołową niż zmieniać nawyki, przekonania i nastawienie mentalne…
O ajurwedyjskim podejściu do przyjmowania ziół pisałam już tutaj i tutaj. Ale mam poczucie, że jest to temat, który muszę raz na jakiś czas odświeżać.
Bo chodzi tu o bezpieczeństwo osób, które stosują zioła na własną rękę. Czyli o maksymalne ograniczenie lub w ogóle uniknięcie potencjalnych skutków ubocznych. Jest bowiem powszechne przekonanie, że zioła jako że są naturalne, są totalnie bezpieczne i nie mogą zaszkodzić.
A tymczasem nic bardziej błędnego…
Zioła niewłaściwie dobrane, w nieodpowiedniej dawce i bez zachowania odpowiednich zasad ich przyjmowania mogą mieć poważne skutki uboczne.

Podstawowa zasada ziołolecznictwa ajurwedyjskiego to podejście zindywidualizowane – właściwe dobranie ziół dla konkretnej osoby, a nie do choroby. Czyli nie ma opcji, że każdej osobie, która ma np. problem ze snem, praktyk ajurwedy zaleci ashwagandha. Najpierw patrzymy na stan całego organizmu, na wszelkie objawy nierównowagi, a następnie decydujemy co można u tej konkretnej osoby zastosować spośród całej gamy ziół polecanych przez teksty ajurwedyjskie przy tym konkretnym zaburzeniu, tak aby nie wpłynąć negatywnie na inne objawy. I mimo, że ashwagandha rzeczywiście jest wysoce skuteczna przy problemach ze snem, jednak może wpływać niekorzystnie na stany zapalne w organizmie, więc jeżeli takie występują, wybiera się inne zioło, które dla danej osoby będzie bezpieczniejsze. Niestety, takich informacji nie uzyskasz z ulotek czy opisów na stronach internetowych sklepów sprzedających zioła.
Zanim więc zdecydujesz się na własną rękę, bez konsultacji z praktykiem ajurwedy, brać jakieś ajurwedyjskie zioło/mieszankę ziołową, zrób dokładny research w internecie. Na szczęście zioła ajurwedyjskie są już dość dobrze przebadane naukowo, a publikacje naukowe na ten temat są zazwyczaj bez problemu dostępne. Ustal jakie jest pełne spektrum działania danego zioła. Dowiedz się, jakie są jego główne składniki aktywne. To jest istotne zwłaszcza gdy przyjmujesz jakiekolwiek leki. Może się okazać, że składniki aktywne leków i ziół blokują wzajemnie swoje działanie. Albo, że zawierają ten sam składnik aktywny, więc możesz go po prostu przedawkować.
Podobnie może dochodzić również do interakcji ziół z ziołami, co wywołuje niepożądane efekty i często poważne skutki uboczne.
Łączenie ze sobą różnych ziół to sztuka 🙂
Ustalenie dawki – również. „Więcej” nie zawsze oznacza „lepiej”. Stosowanie nadmiernych ilości może przynieść odwrotny efekt. „Dawka czyni truciznę” – to powiedzenie kojarzymy ze szwajcarskim szesnastowiecznym lekarzem Paracelsusem. Jednak już 1000 lat wcześniej wspomina o tym ajurwedyjski tekst Charaka Samhita w rozdziale I w. 124 – 126, wg którego dawka i sposób użycia determinują, czy substancja jest lecznicza, czy szkodliwa. Np. lukrecja w umiarkowanych ilościach działa przeciwzapalnie, ale nadmiar może powodować zatrzymanie wody i wzrost ciśnienia krwi. Dawkę oczywiście dobiera się indywidualnie, biorąc pod uwagę między innymi możliwości trawienia i absorpcji składników aktywnych ziół.

Jeżeli jednak mimo wszystko zdecydujesz się na samodzielne dobranie ziół, bardzo uważnie przyglądaj się swojemu organizmowi i jego reakcjom. I gdy tylko poczujesz dyskomfort lub efekt wykraczający poza spodziewane i oczekiwane działanie ziół, od razu zrezygnuj z przyjmowania preparatu i/lub poradź się kogoś kto się na tym zna. Zwłaszcza gdy pojawią się objawy przypominające detoks, a zioło nie jest zaliczane do oczyszczających.
Zioła nigdy nie zastąpią zrównoważonego stylu życia i zdrowego odżywiania. I działa to też w drugą stronę – przyjmowanie ziół zawsze wiąże się z przestrzeganiem pewnych reguł dietetycznych. Tak, zdrowe odżywianie zawsze jest ważne, ale jest szczególnie istotne podczas kuracji ziołowych. Jeżeli w Twoim sposobie odżywiania lub stylu życia jest coś, co koliduje z ziołami, praktyk ajurwedy zaleci wykluczenie takiego produktu. Dzięki temu ziołoterapia będzie skuteczniejsza. Przykład? Przyjmujesz zioła na zaśluzowione zatoki = unikasz jedzenia zaśluzowującego nabiału. Bierzesz zioła poprawiające jakość snu? Nie możesz chodzić spać o północy, a przed snem stymulować się social mediami. Itp.
I na koniec jeszcze coś mega istotnego. Otóż, żaden rozsądny terapeuta ajurwedyjski nie zaproponuje ci, abyś całkowicie porzuciła leki zalecone przez Twojego lekarza i zastąpiła je ziołami. Praktycy ajurwedy traktują ją nie jak medycynę alternatywną do medycyny zachodniej, lecz jak medycynę komplementarną, czyli uzupełniającą. Tradycyjne metody ajurwedyjskie można i wręcz należy łączyć z najnowszymi osiągnięciami i wiedzą medycyny zachodniej. Takie stanowisko prezentuje zresztą WHO – Światowa Organizacja Zdrowia. Uznaje ona ajurwedę i podobne jej systemy medyczne, np. medycynę chińską, za tradycyjne systemy medyczne i zaleca państwom członkowskim włączenie ich jako medycyny komplementarnej w system publicznej opieki zdrowotnej. Oby to się kiedyś wydarzyło w Polsce…
